Gram słabo w golfa – czyli samobiczowanie

Ciągle mówisz, że słabo grasz w golfa.

Masz handicap 30. Schodzisz w okolice setki. I w twojej głowie to brzmi jak porażka. Bo wchodzisz na pole i myślisz: „Par to norma”. Na par 4 – par. Na par 5 – atak w dwóch. Na par 3 – flaga albo nic. Tylko zatrzymaj się na chwilę. W Polsce około 6000 osób potrafi grać na handicap 30 lub lepiej. Sześć tysięcy. W kraju liczącym kilkadziesiąt milionów ludzi. To znaczy, że należysz do bardzo wąskiej grupy osób, które w ogóle potrafią przejść 18 dołków, liczyć wynik, rozumieć zasady, utrzymać piłkę w grze i zamknąć rundę w okolicach 100 uderzeń.

Powiesz, żaden to rezultat. W Polsce mało ludzi gra golfa a ja jestem w grupie 6000 osób. Nie w ten sposób. Czy zatem żużlowiec Zmarzlik nie ma prawa cieszyć się z tego że jest najlepszy na świecie, bo jest najlepszym z tych kilkuset , którzy potrafią jezdzić na motorach żużlowych? Znaczy ze ten ktory na jest 200 mówi , że nie umie jezdzić na motorze ? Nie.. posiada umiejętność, która go wyróżnia z 8 mld ludzi na świecie… Ty też posiadasz umiejętność i całkiem solidnie sobie radzisz.

Handicap 30 oznacza, że zagrasz około 30 uderzeń powyżej par pola. Na polu par 72 to wynik w okolicach 100. Co to w praktyce znaczy? To znaczy, że statystycznie grasz średnio double bogeya na dołek. Czyli par 4 kończysz w 6 uderzeniach. Par 5 w 7. Par 3 zwykle lepiej.

I teraz pytanie: Czy zagranie całego pola na double bogeya to jest „słaby wynik”? Jeżeli porównujesz się do zawodowców, którzy trenują codziennie po kilka godzin – tak. Jeżeli oglądasz telewizję i widzisz rundy po -5, -8, -12 – tak. Ale to nie jest właściwe porównanie. Na par grają ludzie, którzy budują tę umiejętność latami. Trenują technikę. Pracują nad ciałem. Analizują dane. Powtarzają tysiące uderzeń tygodniowo. Ty przychodzisz na pole w weekend. Między pracą, rodziną, obowiązkami. Czasem bez treningu. Czasem bez rozgrzewki. I oczekujesz, że będziesz grał na par?

Kiedy wychodzisz z kolegami na orlik, czy twoim marzeniem jest strzelenie bramki przewrotką w okienko? Czy raczej dobra zabawa i niepołamanie sobie nóg? W golfie robimy coś odwrotnego. Nie trenujemy, ale oczekujemy perfekcji. Nie pracujemy systematycznie, ale wymagamy wyniku na poziomie sportowym. A potem mówimy: „Słabo gram”. Problem nie leży w twojej grze. Problem leży w twojej perspektywie. Jeżeli nie trenujesz regularnie, a jesteś w stanie przejść pole w okolicach 100 uderzeń – to znaczy, że masz solidne fundamenty. Masz powtarzalny kontakt. Masz podstawową kontrolę kierunku. Potrafisz zarządzać rundą na tyle, żeby nie eksplodować wynikiem. To nie jest przypadek. To jest efekt doświadczenia, godzin na polu i setek uderzeń, które już wykonałeś. My mamy ogromną tendencję do niedoceniania tego, co potrafimy. Patrzymy tylko na to, czego jeszcze nie mamy. Na birdie, których nie było. Na pary, które „uciekły”. Na putty, które „powinny wpaść”. Nie widzimy faktu, że należymy do kilku tysięcy ludzi w kraju, którzy potrafią w ogóle grać na tym poziomie. Jeżeli nie trenujesz – zaakceptuj to. To nie jest rezygnacja z ambicji. To jest uczciwość wobec rzeczywistości. Nie możesz oczekiwać gry na par, jeżeli nie inwestujesz w proces. Ale możesz docenić to, że mimo braku regularnego treningu grasz w okolicach setki. I możesz postawić sobie mniejsze, realne cele.

Nie „będę grał 72”.

Tylko:

– ograniczę kary z tee,

– zmniejszę trzyputty,

– poprawię decyzje na par 5,

– zagram rundę bez katastrofalnego dołka.

Golf to proces. A ty jesteś dalej, niż myślisz. Jeżeli grasz około 100, nie jesteś „słaby”. Jesteś solidnym amatorem w skali kraju. I to jest fakt. Dopiero kiedy przestaniesz siebie umniejszać, możesz budować dalej. Bo trudno rozwijać coś, czego nie szanujesz. Doceń to, co potrafisz. Zobacz, w którym miejscu jesteś. Zrozum, że 30 over par to nie kompromitacja – to stabilne przejście pola na double bogey. A potem, jeśli chcesz, idź wyżej. Ale z pozycji świadomości, nie frustracji. Bo golf nie zaczyna się od wyniku. Zaczyna się od uczciwej oceny siebie. A ty grasz lepiej, niż ci się wydaje.